W trakcie realizacji robót okazuje się, że dokumentacja nie odpowiada rzeczywistym warunkom na budowie. Trzeba wykonać dodatkowe prace ziemne, zmienić technologię, przesunąć element instalacji albo wykonać zakres, którego nie było w dokumentacji przetargowej.
Roboty są wykonywane. Zamawiający o nich wie. Czasami nawet uczestniczy w uzgodnieniach.
Nie dochodzi jednak do podpisania aneksu.
Przy końcowym rozliczeniu pojawia się problem:
wykonawca żąda dodatkowego wynagrodzenia, a zamawiający odpowiada: „nie było aneksu – nie płacimy”.
Czy brak aneksu przekreśla możliwość dochodzenia zapłaty?
Nie zawsze.
W praktyce procesowej problem jest jednak bardziej złożony. Wykonawca musi bowiem wykazać nie tylko, że wykonał roboty wykraczające poza pierwotny zakres umowy.
Musi również udowodnić:
jakie konkretnie roboty wykonał, w jakiej ilości oraz jaka była ich wartość.
I właśnie ten ostatni element bardzo często okazuje się najtrudniejszy.
W jednej ze spraw prowadzonych przeze mnie sąd zasądził na rzecz wykonawcy około 122 000 zł wynagrodzenia za roboty dodatkowe. Nie uwzględnił jednak wszystkich pozycji objętych pozwem. W odniesieniu do części prac zasadniczym problemem nie było nawet samo wykazanie, że pewne roboty zostały wykonane, ale udowodnienie ich rzeczywistego zakresu, a w konsekwencji wysokości należnego za nie wynagrodzenia.
Ta sprawa bardzo dobrze pokazuje, dlaczego dokumentowania robót dodatkowych nie można odkładać do momentu sporządzania końcowego kosztorysu albo pozwu.

1. Najpierw trzeba ustalić, czy roboty rzeczywiście były dodatkowe
Pierwszym etapem analizy nie jest wycena robót, lecz ustalenie zakresu pierwotnego zobowiązania wykonawcy.
Nie każda praca, której wykonawca nie przewidział w swojej kalkulacji, automatycznie staje się bowiem robotą dodatkową.
Trzeba porównać między innymi:







